wtorek, 30 listopada 2010

:) Wczoraj przeżyłam jeden z ciekawszych adrenalinowo dni w moim życiu. O czym mówię, wie każdy kierowca, który wczoraj próbował korzystać z dróg polskich. 250 km jechałyśmy 9 godzin. Nic dodać nic ująć- zima w grudniu znowu zaskoczyła polskich drogowców i to nie szkodzi, że zapowiadano prognozami ten stan tydzień wcześniej. Dziś rano kiedy próbowałyśmy ruszyć w dalszą drogę, okazało się, że:

1. Nie możemy wejść do samochodu- pernamentnie zamarzł nam autopilot, zamki, drzwi i ogólnie wszystko co mogło zamarznąć. Udało się odmrozić po 2 godzinach suszenia suszarką i wlaniu 2 rozmrażaczy.

2. Jak udało się wejść do samochodu okazało się, że nie kręci akumulator.

3. Jak się udało zapalić okazało się, że calą wczorajszą drogę pokonałyśmy z cieknącym płynem hamulcowym. Ciekł połowę drogi, dalszą połowę pokonałyśmy BEZ PŁYNU CO ZNACZY BEZ HAMULCÓW.

4. Nie wiem jakim cudem żyjemy

5. To nie koniec.

6. Wszystkie warsztaty zalane falą pokolizyjnych aut zechciały nasz samochód przyjąc JUTRO co znaczy, że mamy dzień spóźnienia, dzisiejsze szkolenie musiałyśmy przełożyć na jutro, co znaczy, że do Warszawy możemy wracać dopiero jutro w nocy. A jutro w nocy ma być apokalipsa.

7. Już mnie nic nie zdziwi

Żyć NIE UMIERAĆ :D

Przynajmniej siedzimy sobie z Magdą w ciepłym hotelu.

16:19, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »
Wszystkie prace,
zdjęcia,
zamieszczone na tym
blogu są wyłącznie
moją własnością
(jeśli nie- wyraźnie to zaznaczam)
Kopiowanie,
wykorzystywanie,
rozpowszechnianie
i przetwarzanie
w jakikolwiek inny
sposób zdjęć,
tekstów bez mojej
zgody jest zabronione.