czwartek, 24 lutego 2011

I stało się. Zwykle znosiłam to ze stoickim spokojem, ale ostatnio działanie bloxa na androidzie (większość czasu korzystam z tabletu z androidem) tak mnie wkurza, że zdecydowałam się przenieść.

lubiłam bloxa, ale przez niedziałający edytor nie mogę zostawiać wpisów.

 

serdecznie zapraszam na nową stronę:

lilliq.blogspot.com

a tu będę zaglądać, choćby z przyzwyczajenia:D

 

Buziole

20:48, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lutego 2011

...... Jesli jest coś co lubie bardziej od wszystkiego innego do zszamania to są to ruskie pierogi. moge jeśc kilogramami ew z niewielka przerwą na herbatkę:P

Skąd te wyznanie? :P z podziwu dla sytuacji

jedziemy z Magdą z Radomia. Głodne. Zmęczone. mówiłam, że głodne?

przy samych Jankach knajpa oferująca pychowe pierogi, udaje mi sie namówić siostrę na zatrzymanie się mimo groźby, że utkniemy w wielkich korkach w Warszawie. Wchodzimy. Przed nami ze 4 osoby. Zamawiają. My zamawiamy. Czekamy

najpierw ktoś tam dostaje coś tam. Potem Magda flaczki, wszyscy dostają wszystko po ok 15 minutach. Madzia kończy jeść. Czy powiedziałam, że wszyscy dostali? Nie. Ja nie dostałam. zaczynam się wiercić, niecierpliwić, denerwować. Kiedy w moich oczach zaczyna gościć chęć mordu, Magda delikatnie pyta kelnerkę czy długo jeszcze te pierogi. od chwili zamówienia minęło juz ponad 30 minut. Pani ze strachem w oczach ogląda się na kucharkę. Widzę ich porozumiewawcze spojżenia. Jednej drga powieka:P

moja chęć wrzasku osiąga dośc wysoki pułap. Pani bardzo przeprasza, ale karteczka jej sie zapodziała i nie zrobiły jeszcze.  (w tym momentcie chyba puszczałam parę nosem jak byk na bajkach:) )

ok. uspokajam sie widze jak leci szybko wstawić. czekamy kolejne 10 minut. Zaczynam się denerwować zaraz korki nas zatrzymaja na kolejne 2 godziny w Warszawie. Mówie juz całkiem spokojnie do Pani kelnerki czy by mogłaby zapakować bo nie mam czasu już tam siedziec i jesć. Niechętnie się zgadza. szuka pojemnika, znajduje...

w akcie desperacji rozglądam się czy będę miała czym pierogi w samochodzie skonsumować. W knajpie noże i widelce metalowe, plastików nie maja bo na wynos nie dają. Ponownie zwrazam się o pomoc do kelnerki. Ma tylko nóż plastikowy. Biorę co dają i znikam. !0 minut później w samochodzie dobieram się do pierogów. Otwieram zatłuszczony plastikowy pojemnik, walczę żeby nie paćkać wszystkiego. Udaje mi się. nabijam pieroga na nóż...

wgryzam sie z lubością......

 

 

a to pieróg z mięsem.

 

 

 

 

08:15, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Komentarze (2) »
środa, 16 lutego 2011

 

Chodzi Anioł Stróż po świecie

sprząta po miłościach co się rozleciały

zbiera jak ułomki chleba dla wróbli

żeby nic się nie zmarnowało

listy tam i z powrotem

telefony od ucha do ucha

małe śmieszne pamiątki co były

wzruszeniem

notes z datą spotkania ukryty w czajnku

blizny po uśmiechu


żale jak pojedyńcze osy

flirtujące osły

wszystko na szpilce

to co na zawsze już się wydawało

mądrość przy końcu że nie o to chodzi

radość że się kocha to co niemożliwe

 

ks. Jan Twardowski

ostatnio mnie bierze na malowanie a z braku laku "obraz" ten powstał na wycietym "tyle" od jakiejś starej szafki:D fajna tekstura była:D

ogólnie fajna zabawa i trochę refleksji

 

wtorek, 08 lutego 2011

kolejna odsłona: Stwory ze sfory:D

od lewej: Agatka, Grzegorz, Marceli, Karol, Eustachy, Jacek :P

niedziela, 06 lutego 2011
wtorek, 01 lutego 2011

Deco wariacja :D

Misa z paper mache, butelczyna i komplet "papeteriowy" :D

dwie buteleczki

 

poniedziałek, 27 grudnia 2010

:) Oto pojemniczki na przyprawy i deska do krojenia, które powstały w wakacje. Jestem w domu rodzinnym, mam okazję wykopać zdjęcia sprzed pół roku;) kolory trochę przekłamane, z góry przepraszam

 

niedziela, 26 grudnia 2010

U wszystkich święta na blogu, u mnie jak zwykle wszystko na opak. Dopiero dziś mogę życzyć wszystkim zdrowych, wesołych i pełych piernikowej atmosfery Świąt Bożego Narodzenia. Spóźnione ale z serca!

Mam też dziś okazję wrzucić parę fotek rzeczy, które powstały w wakacje- jak już mówiłam u mnie wszystko na opak ;)

a więc:

Ptaki z papier mache :) Jest ich 5, znalazłam fotki tylko tych dwóch, mieszkają sobie we wspólnym, karmikowo- papierowym domku.

i owoce, również z papier mache- zdjęcie nie bardzo oddaje to co powinno, innym razem pozwolę sobie cyknąć lepszą fotkę i wrzucić.

15:38, lawender-flower , papier mache
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 grudnia 2010

udało nam się wrócić po wielu wielu próbach nadszarpnięcia naszej cierpliwości. Jestem w domu i chwilowo nie myślę o żadnym wyjezdzie. Znów nie mam netu, więc nie mogę wrzucić zdjęć bardzo wielu rzeczy, które ostatnio powstały w pracowni. Jak tylko będę miała net dłużej niż 10 minut to postaram się wrzucić.

 

Dzięki wszyskim tym, którzy trzymali za mnie kciuki.

 

 

14:46, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 grudnia 2010

Utknełysmy tu na dobre

20:10, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »

Nie muszę chyba mówić, że nie najlepsze? Chyba utknełyśmy w Tarnobrzegu na dobre;( Samochód mimo interwencji mechanika, elektryka i paru innych fachowców na razie nie jedzie. Dziś już dawno miałysmy być w domu, jak na razie nie ma perspektyw żebyśmy dotarły do Wawy dzisiaj, może uda sie jutro

Załamka

nie cierpię zimy

 

11:56, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 listopada 2010

:) Wczoraj przeżyłam jeden z ciekawszych adrenalinowo dni w moim życiu. O czym mówię, wie każdy kierowca, który wczoraj próbował korzystać z dróg polskich. 250 km jechałyśmy 9 godzin. Nic dodać nic ująć- zima w grudniu znowu zaskoczyła polskich drogowców i to nie szkodzi, że zapowiadano prognozami ten stan tydzień wcześniej. Dziś rano kiedy próbowałyśmy ruszyć w dalszą drogę, okazało się, że:

1. Nie możemy wejść do samochodu- pernamentnie zamarzł nam autopilot, zamki, drzwi i ogólnie wszystko co mogło zamarznąć. Udało się odmrozić po 2 godzinach suszenia suszarką i wlaniu 2 rozmrażaczy.

2. Jak udało się wejść do samochodu okazało się, że nie kręci akumulator.

3. Jak się udało zapalić okazało się, że calą wczorajszą drogę pokonałyśmy z cieknącym płynem hamulcowym. Ciekł połowę drogi, dalszą połowę pokonałyśmy BEZ PŁYNU CO ZNACZY BEZ HAMULCÓW.

4. Nie wiem jakim cudem żyjemy

5. To nie koniec.

6. Wszystkie warsztaty zalane falą pokolizyjnych aut zechciały nasz samochód przyjąc JUTRO co znaczy, że mamy dzień spóźnienia, dzisiejsze szkolenie musiałyśmy przełożyć na jutro, co znaczy, że do Warszawy możemy wracać dopiero jutro w nocy. A jutro w nocy ma być apokalipsa.

7. Już mnie nic nie zdziwi

Żyć NIE UMIERAĆ :D

Przynajmniej siedzimy sobie z Magdą w ciepłym hotelu.

16:19, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 października 2010

Lato minęło, brakuje mi zapachu słońca o 7 rano, porannej herbaty w ogrodzie i ciepłych, nocnych burz... Zima zbliża się wielkimi krokami a ja zimna nie cierpię;)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Dziwne jak ten blog stał się okazją do podzielenia sie paroma zdaniami o życiu raczej niż o wyrobach;) zaskakujace. Przyjemne tylko szkoda, że tak mało ostatnio powstaje w moim warsztacie przedmiotów dziwnych. Lubię nad nimi pracę i dzielenie się efektami końcowymi, nawet z wyimaginowanymi postaciami na blogu. Rzadko ktoś wpisuje się, zostawia komentarze, widzę tylko ilość osób, która odwiedziła stronę w statystykach bloxa. Szkoda bo chciałabym Was bliżej poznać, usłyszeć a właściwie przeczytać jakieś porady odnośnie rzeczy sfotografowanych i umieszczonych na blogu. Jestem łasa nawet na konstruktywną krytykę, sądzę, że bez niej niewiele się można w życiu nauczyć. I chociaż statystyki na blogu są super biorąc pod uwagę jak rzadko ostatnio udeje mi się coś wrzucać, to bardziej cieszy mnie jeden komentarz.;) Chociaż wiadomo bardzo cieszę się również widząc, że sporo Was odwiedza moje wypociny;)

Dzięki piękne za odwiedziny:D

sobota, 14 sierpnia 2010

:D Długo mnie nie było, internetu prawie nie widuje;) ale w miarę możliwości staram się zaglądnąć tu czasami, niestety na wpisy z reguły brakło czasu ale mam nadzieję, że się to zmieni.. Jeśli chodzi o handmade to nic nowego się u mnie nie powstało, niestety nie mam już siły ani czasu by tworzyć dziwności. Ciągle zmagam się z uporządowaniem naszego mieszkania i okolicznych pomieszczeń ;) i ogrodu i ogródka, i robieniem czegokolwiek z wielką ilością warzyw, które nie wiedzieć czemu naprawdę obrodziły:D To ogromny sukces i zaskoczenie dla kogoś, kto do tej pory uśmiercił każdą jedną roślinę znajdującą się w domu, czy to nadmiarem czy niedostatkiem wody. Wstyd wielki to bo moja Mama kochana całe życie prowadziła kwiaciarnie;) Więc teraz moje rośliny w domu ograniczam do kaktusów i suszków;) A w ogrodzie.. masakra w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ogóry piękne w ilości ogromnej, buraczki, marchew, selery itd... a najbartdziej jestem zaskoczona papryką, którą pierwszy raz w życiu widzę nie na półce w sklepie tylko na krzaku:D cudo .............

I mogłabym tak opisywać jeszcze długo ale poprzestanę na tym, że cudnie się mieszka na wsi :D przynajmniej do czasu aż zima nie nadejdzie bo tego się boję jak ognia. a właściwie jak śniegu  ;) bo jak zasypie to na dobre ;)

Co mnie najbardziej jednak cieszy to fakt iż w naszym domku pojawił się nowy mieskzaniec:D Jest z nami od prawie dwóch iesięcy a ja już nie wyobrażam sobie bez niej ani minuty- tyle radości wprowadziła do nas::D

Oto Kluska

 

Mamą Kluseczki jest biszkoptowa labladorka, tata nieznany ;)

Klucha pasuje do nas jak ulał, jest leniuchem, uparciuchem i lubi dużo dużo spać. Potrafi robić fikołki i uwielbia pływać :)

 

:D

Sama radość:D

16:03, lawender-flower , Z życia wzięte
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 czerwca 2010

Upływa właśnie ostatni dzień mojego mieszkania w stolicy. Bywało różnie.. bezwzględnie przeprowadzka tutaj z Malborka zmieniła moję życie o 365 stopni. Dziś, gdy upłynęły złe chwile i niezliczone nieprzespane noce nie żałuję, że się tu znalazłam. Spotkałam wiele świetnych osób, wielu wolałabym nie spotkać. Przede wszystkim jednak pozałam tu mojego męża za co do końca życia chyba będe wdzięczna Warszawie;) i Przeznaczeniu:D

Imprez do rana nie zapomnę;) Starych Jelonek nie zapomnę, Nowych też;)

Nie zmieniłabym decyzji przeniesienia sie do Wawy, mam nadzieję, że nigdy nie pożałujemy decyzji o przeprowadzce:D ....... chodzę po prawie pustych pokojach, zabieram ostatnie szpargały i wspominam... z uśmiechem i łzą kręcoącą się w oku:)


Idę przed siebie bogatsza o tysiące doświadczeń, nie idę sama i nie samotna. Nowy rozdział, nowe doświadczenia i nowe nadzieje :D

Idę szczęśliwa

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Ostatnio starcza mi sił jedynie na czytanie czytanie i głębokie przemyślenia ;) Stąd kolejne opowiadanie..

Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot. Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało:

- Pobawmy się w chowanego!

Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:

- W chowanego? A co to takiego?

- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryję sobie oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć. Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce. Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesolutko, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować. Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano. Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego. Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.

- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.

Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień. Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen, na sam szczyt najwyższego drzewa. Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół:

- Krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności. W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca. Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego. Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć wskoczyli w sam środek wulkanu. Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne. Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.

W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.

- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo i dziarsko zabrało się do szukania.

Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo. Chwilę potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem. W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania. Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu. Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os. Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawkiem w ten sposób znalazło Piękność. Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć. W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego. Do znalezienia pozostała tylko Miłość. Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik. Patykiem zaczęło odgarniać gałązki... Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu. Stało się prawdziwe nieszczęście! Różane kolce zraniły Miłość w oczy. Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.

I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.

Karolina Wójtowicz

środa, 09 czerwca 2010

Przeczytałam ostatnio i łza mi się w oku zakręciła...



(czyli o tym jak dużo kosztuje Miłość...)


- Powiedziała, że będzie ze mną tańczyć, jeśli jej przyniosę czerwoną różę - mówił chłopak - a tu w całym ogrodzie nie ma ani jednej czerwonej róży.

Z gniazdka swojego na dębie słowik usłyszał te słowa i wyjrzał spoza liści zdumiony.

- Ani jednej czerwonej róży w całym ogrodzie! - biadał chłopak, a piękne jego oczy zaszły łzami.

- Ach, od jakichże małych rzeczy zależne jest szczęście ludzkie! Czytałem wszystko, cokolwiek uczeni napisali, przyswoiłem sobie wszystkie tajemnice filozofii, a oto całe moje życie będzie złamane przez brak czerwonej róży.

- Oto nareszcie prawdziwy kochanek - odezwał się słowik.

- Noc po nocy śpiewałem o nim, jakkolwiek go nie znalem; noc po nocy mówiłem o nim gwiazdom, a oto go widzę. Włos ma ciemny jak kwiecie hiacyntu, a usta czerwone jak róża, której pragnie, ale namiętność okryła jego lica bladością kości słoniowej, a troska przyłożyła pieczęć swą na jego czole.

- Książe wydaje bal jutro wieczorem - szeptał chłopak - a moja ukochana też tam będzie. Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będzie ze mną tańczyć aż do świtu. Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będę ją trzymał w swych objęciach, ona oprze główkę na mym ramieniu, a dłoń jej spocznie w mej dłoni. Ale w całym tym ogrodzie nie ma czerwonej róży, wiec będę siedział sam, i ona nie zwróci na mnie uwagi. Przejdzie obok mnie obojętna, i serce mi pęknie z żalu.

- Oto istotnie prawdziwy kochanek - rzekł do siebie słowik. - On przeżywa boleśnie to, o czym ja śpiewam. Co dla mnie jest radością, jemu sprawia ból. Zaiste, miłość jest dziwna, przedziwna. Cenniejsza jest od szmaragdów i droższa od cudnych opali. Nie można jej nabyć za perły i granaty ani tez sprzedać na targu. Nie kupują jej kupcy, i niepodobna jej też wymienić za złoto.

Muzykanci będą siedzieć na swym podwyższeniu - mówił dalej chłopak - i będą grać na świeżo nastrojonych instrumentach, a moja ukochana będzie tańczyć przy dźwięku harf i skrzypiec. Będzie tańczyć tak lekko, że stopy jej zaledwie dotkną ziemi, a dworzanie w świetnych ubiorach będą się cisnąć do niej. Ale ze mną tańczyć nie będzie, ponieważ nie mogę jej dać czerwonej róży. - Rzucił się na trawę i ukrywszy twarz w dłoniach gorzko zapłakał.

- Czemu on płacze? - spytała jaszczurka przebiegając koło niego.

- Tak, dlaczego? - powtórzył motyl, uganiający się za promieniem słońca.

- No, czemu? - szepnęła stokrotka do swej sąsiadki ciągnąć, łagodnym głosem.

- Płacze z powodu czerwonej róży - objaśnił słowik.

-Z powodu czerwonej róży? - krzyknęli. - Jakież to śmieszne!

Słowik jednak zrozumiał powód troski chłopaka i siedząc w swym gniazdku na dębie, w milczeniu rozważał tajemnice miłości. Nagle rozpiął do lotu ciemne skrzydełka i wzbił się w powietrze i poszybował w stronę ogrodu. W pośrodku zielonego gazonu rósł piękny krzew różany, a gdy słowik go ujrzał, przyfrunął ku niemu i usiadł na jednej z gałązek.

- Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najpiękniejsza moja pieśń.

Ale krzew przecząco potrząsnął głową - Moje róże są białe - odparł.

- Idź jednak do mego brata, co rośnie koło starego słonecznego zegara, a może on ci da, czego potrzebujesz.

Wiec słowik frunął w stronę różanego krzewu, który rósł w pobliżu starego zegara słonecznego.

- Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń.

Krzew jednak potrząsnął głową. - Moje róże są żółte - odparł. Idź jednak do mego brata, rosnącego pod oknem chłopaka, a może on ci da, czego potrzebujesz.

I słowik frunął w stronę krzewu, co rósł pod oknem studenta. - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń. Krzew jednak potrząsnął głową. - Moje róże są czerwone - odparł - tak czerwone. Ale zima zmroziła mi żyły, mróz zwarzył pączki, a burza połamała gałązki moje, i nie będę mieć róż tego roku.

- Jednej tylko róży czerwonej potrzebuje - prosił słowik - tylko jednej czerwonej róży! Czy w żaden sposób nie mógłbym jej dostać?

- Jest jeden sposób - odparł krzew - ale sposób tak straszny, że nie śmiem ci powiedzieć.

- Powiedz - prosił słowik - ja się nie przerażę.

- Jeśli potrzebujesz czerwonej róży - rzekł krzew - musisz ją wyczarować pieśnią przy świetle księżyca i zabarwić własną krwią serdeczną. Musisz mi śpiewać z piersią wbitą na cierń. Całą noc musisz mi śpiewać, cierń musi się wdzierać w twą pierś, a krew twoja musi wpłynąć w me żyły i stać się moją.

- Życie za jedną czerwoną różę, cena to ogromnie wysoka - zawołał słowik - bo wszyscy bardzo kochają życie. Przyjemnie jest siedzieć wśród zieleni i spoglądać na słońce w rydwanie ze złota i księżyc w rydwanie z pereł. Słodka jest woń głogu i słodki zapach dzwonków, ukrytych w dolinie, i wrzosu, co kwitnie na wzgórzu. Ale miłość lepsza jest od życia, a czymże jest serce ptaka w porównaniu z sercem człowieka?

Słowik rozpostarł do lotu swe ciemne skrzydełka i wzbił się w powietrze. Jak cień przemknął ponad ogrodem i jak cień przeleciał ponad gajem.


Chłopak tymczasem ciągle jeszcze leżał na trawie, jak go był pozostawił, a łzy nie zaschły wcale w jego pięknych oczach.

- Bądź dobrej myśli - zawołał słowik - bądź dobrej myśli, gdyż będziesz miał czerwona różę. Wyczaruje ją pieśnią przy świetle księżyca i zabarwię własną krwią. A w zamian żądam od ciebie tylko tego, abyś był prawdziwym kochankiem, albowiem miłość mędrsza jest od filozofii, pomimo że ta jest tak mądra, i silniejsza od potęgi, mimo że ta jest tak silna.

Chłopak przestał wpatrywać się w trawę i słuchał nie rozumiejąc, co mu słowik mówi, gdyż rozumiał tylko to, co napisane w księgach. Dąb jednak zrozumiał i zasmucił się, będąc szczerze przywiązany do słowika, który usłał gniazdko w jego gałęziach.

- Zaśpiewaj mi ostatnią pieśń - szepnął. - Będzie mi bardzo samotnie po twym odlocie.

Więc słowik począł śpiewać dla dębu, a głos jego był tak piękny jak nigdy dotąd, może dlatego że śpiewał po raz ostatni swemu staremu przyjacielowi.

Gdy skończył swą pieśń, student dźwignął się z trawy i wyjął z kieszeni notes i ołówek.

- Formę opanował - mówił do siebie odchodząc z gaju - tego mu odmówić niepodobna, ale czy ma również uczucie? Obawiam się, że tego mu brak. Nie umiałby się poświęcić dla innych. Myśli tylko o śpiewie, a każdemu wiadomo, że sztuka jest egoistyczna.

Gdy księżyc zaświecił na niebie, słowik przyfrunął do różanego krzewu i pierś przycisnął do cierna. Przez cała noc śpiewał z piersią opartą o cierń, a zimny kryształowy księżyc spłynął na skraj horyzontu i słuchał. Przez cała noc słowik śpiewał, a cierń coraz głębiej wbijał się w jego pierś, z której wraz z krwią uchodziło też życie.

Śpiewał najpierw o narodzinach miłości w sercu młodzieńca i dziewczyny. A na najwyższej gałązeczce różanego krzewu rozkwitała cudowna róża, listek za listeczkiem, w miarę jak pieśń nowa następowała po pieśni przebrzmiałej. Róża była początkowo blada jak mgły wiszące nad rzeka - i srebrna jak skrzydła zmierzchu. Niby cień róży w srebrnym zwierciadle.

Ale krzew nalegał na słowika, aby mocniej przytulił się do ciernia.

- Mocniej się przytul, słowiczku, inaczej dzień nastanie, zanim róża się rozwinie.

Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, a śpiew jego potężniał z każdą chwilą, gdyż śpiewał o narodzinach miłości w duszy mężczyzny i kobiety.

Delikatny cień purpury zabarwił płatki róży. Ale cierń nie dotarł jeszcze do serca, więc i serce róży pozostało białe, bo tylko krew słowika zdolna jest zabarwić purpurą serce róży.

A krzew nalegał na słowika, by się mocniej przytulił do ciernia.

- Mocniej się przytul, słowiczku jeszcze mocniej.

Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, aż cierń dotarł do serca, przeszywając je ostrym bólem. Gorzki, gorzki był ból słowika i coraz mocniejszy jego śpiew, śpiewał bowiem o miłości ukoronowanej śmiercią, o miłości sięgającej poza grób.

I cudowna róża stała się szkarłatna, jak purpura wschodzącego słońca. Szkarłatny był wianek płatków i szkarłatny rubin serca.

Ale głos słowika słabł z każdą chwilą i skrzydełka poczęły trzepotać, a mgła przesłoniła mu oczy. Coraz słabiej brzmiał jego śpiew, a śpiewak coraz wyraźniej czuł, że go coś dusi w krtani.

Wtedy wydobył z siebie melodię najgłębszą. Biały księżyc ją usłyszał i, zapominając o świecie, przystanął na niebie zasłuchany. Czerwona róża usłyszała i cała zadrżała dreszczem ekstazy rozchylając czerwone listeczki na chłód poranka. Echo poniosło pieśń ku swym purpurowym jaskiniom w górach, budząc śpiących pastuchów. Popłynęło ponad trzciny nadbrzeżne, a te poniosły jej zew ku morzu.

- Patrz, patrz - krzyknął krzew - oto róża skończona. Słowik jednak nic już nie odpowiedział, bo leżał martwy w bujnej trawie, z przebitym sercem.

A w południe chłopak otworzył okno i wyjrzał na ogród. - Cóż to! - krzyknął. - Jakiż szczęśliwy traf! Czerwona róża.

Nigdy w życiu nie widziałem podobnej. Jest tak przecudna, Że najpewniej musi mieć długa łacińską nazwę. - I, wychyliwszy się z okna, zerwał kwiat.

Następnie chwycił kapelusz i pobiegł do domu profesora trzymając w ręku czerwoną różę.

Córka profesora siedziała przed domem, zwijając na szpulkę błękitny jedwab, a u nóg jej leżał mały piesek.

- Przyniosłem ci czerwona róże - zawołał chłopak. - Oto róża tak czerwona jak żadna inna na całym świecie. Dziś wieczór będziesz ją nosić przy sercu. Ona ci powie, jak bardzo cię kocham. Czy zatańczysz ze mną?

Ale dziewczyna zmarszczyła brew. - Zdaje mi się, że kolor ten nie będzie się zgadzał z moja toaleta - odparła - zresztą siostrzeniec szambelana przysłał mi prawdziwe klejnoty, a każdy przecież wie, że klejnoty są znacznie droższe od kwiatów.

- Więc to tak! Zaprawdę, jesteś pani bardzo niewdzięczna! - wybuchnął oburzony chłopak. -I rzucił różę na ulice, aż potoczyła się do rynsztoku, gdzie ją zmiażdżyło koło przejeżdżającego właśnie wozu.

- Niewdzięczną! - zawołała dziewczyna.

- Co za brutalność! Zresztą, czym pan jesteś właściwie. Zwykłym studentem. Ba, wątpię nawet, czy masz srebrne sprzączki przy trzewikach jak siostrzeniec szambelana. - Rzekłszy to, zerwała się z krzesła i weszła do mieszkania.

- Cóż za idiotyzm ta miłość - mówił do siebie chłopak wracając do domu.

Oskar Wilde

niedziela, 30 maja 2010

W związku z przeprowadzką zerwałam umowę na dotychczasowy internet, zanim się do końca przeniesiemy minie z miesiąc a potem jeszcze załatwianie kolejnego dostawcy ( ;) ) troszke potrwa. Dlatego prawdopodobnie przez dłuższy okres czasu nie będę tu zaglądać, chociaż czasem się może uda. Szkoda bo polubiłam tu wpadać, mam nadzieję, że gdy wróce ktoś ze stałych bywalców czasem będzie zaglądał;)

będę wtedy bardzo:

czwartek, 27 maja 2010

Cześć czołem kluski z rosołem;)

Dziś mam chwilkę więc wstawiam;)

Karteczka na Dzień Mamy:

 

Mała rzecz a cieszy;)

wtorek, 18 maja 2010

.... Coś się wydarzyło w moim życiu, zmiany ogromne czekają...

...Z Warszawy przeprowadzam się na wieś:D I to w dodatku taka prawdziwą, gdzie co drugi gospodarz ma  a na każdym podwórku obowiązkowo wydziera się pies:D Nie mogę wyjść z zachwytu i szoku też;) Bo zmiana to ogromna. I jak to zazwyczaj bywa nieoczekiwana. Zapuściliśmy z G. ostatnio wici, że chcemy gdzieś wynieść się bliżej mojej pracy i nie ukrywam z większą ilością przestrzeni. Ale nie spodziewaliśmy się efektów tak szybkich, tydzień temu żyłam jeszcze spokojnym życiem a teraz WARIACKIE PAPIERY. Więc uwaga jestem teraz posiadaczką -nie ukrywam dumną: stodoły! ;) i paru innych tego typu budowli:D teren cudny, 500 metrów od domku mam las, jest ogromna polana i jeszcze ogród. domeczek malutki, pokraczny z zewnątrz ale dzięki pomocy najbliższych w środku będzie cudo!

A piszę to teraz aby się wytłumaczyć dlaczego tu nie zaglądam. Od 3 dni trwa tam generalny remont; zdzieramy farby, wstawiamy okna i wiele wiele innych.. Ale to będzie mój Błękitny Zamek, moje Niebieskie Migdały po prostu mój wymarzony skrawek świata:D

Jak tylko przestanie tak lać wstawię parę fotek ;)

Trzymajcie wszyscy kciuki!!!!!

ps. Nie to, że nie znalazłam minutki na swoje wariactwa, przedwczoraj powstały 4 decoupagowe butle;) jak będzie minutka to wstawię:)

 

środa, 12 maja 2010

:D ostatnio pewien miły pan wychwycił moją ilustrację na stronie www.digart.pl (galeria) i zapytał mnie czy może ją użyć na stwojej stronie:D dla mnie to pochwała i zaszyt więc linkuję: kto ma ochotę odwiedzi:)

http://www.masterzmc.dbv.pl/readarticle.php?article_id=13

 

dziś już raczej nic więcej nie napiszę bo nowych prac na razie brak

Pozdrawiam!

 

wtorek, 11 maja 2010

 

W dawnych czasach żyli sobie dwaj książęta, którzy chcieli zdobuć przychylność wyjątkowej urody księżniczki: książę Ja- Mnie i książe Ty- Tobie. Przybyli razem do pałacu. Najpierw na osobistą audiencję został zaproszony książę Ja- Mnie, który tak przemówił do księżniczki:

"Mój emirat jest największy ze wszystkich. Mam w swoim posiadaniu rozległe ziemie, a także stado pięciuset wielbłądów.."

Audiencja nie trwała długo. Następnie na rozmowę został zaproszony książę Ty- Tobie. Ten zaś powiedział:

Twój przyszły emirat, księżniczko, będzie najwiekszym ze wszystkich emiratów. W Twoim posiadaniu znajdą się olbrzymie ziemie. Otrzymasz stado składające się z pięciuset wielbłądów..."

Księżniczka bez wahania dokonała wyboru i pojęła za męża księcia Ty- Tobie.

 

:D to się nazywa język korzyści;)

 

 

poniedziałek, 10 maja 2010

Tekst wart przemyślenia, wykorzystywany często na naszych szkoleniach:

Był sobie kiedyś chłopiec o paskudnym charakterze. Jego ojciec dał mu torebkę gwoździ i powiedział, by je wbił w płot ich ogrodu za każdym razem, gdy straci cierpliwość lub będzie chciał kogoś obrazić.

Pierwszego dnia chłopiec wbił 37 gwoździ. W następnych tygodniach nauczył się kontrolować siebie i liczba gwoździ wbijanych w płot zmniejszała się z dnia na dzień; w końcu doszedł do wniosku, że łatwiej jest kontrolować siebie, niż wbijać gwoździe.

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy chłopiec nie wbił już żadnego gwoździa. Poszedł zatem do ojca i powiedział mu, że tego dnia
nie wbił żadnego gwoździa.

A ojciec mu powiedział, by teraz wyjął jednego gwoździa za każdym razem, gdy nie stracił cierpliwości. Mijały dni, aż w końcu
chłopiec mógł przyjść do ojca i powiedzieć,
że wyjął już wszystkie gwoździe.

Poszli razem, by to zobaczyć i ojciec powiedział:
“Synu, zachowywałeś się dobrze, ale spójrz
teraz na te dziury”.

Ten płot nigdy już nie będzie taki, jak na początku.
Kiedy kogoś obrażasz i kiedy mówisz mu coś złośliwego,
zostawiasz w nim rany takie, jak tutaj.

Możesz komuś wbić nóż w plecy i później go wyjąć, ale zawsze pozostanie rana.
Mało ważne jest, jak często będziesz kogoś przepraszał, rana pozostanie.
Zranienie słowne robi tyle samo szkód, co zranienie fizyczne.
Przyjaciele zaś są rzadkim darem, rozśmieszają Cię i podnoszą na duchu.
Są gotowi Cię wysłuchać, kiedy tego potrzebujesz i otwierają przed Tobą serce.
Pokaż, jak bardzo ich kochasz.

 
1 , 2 , 3
Wszystkie prace,
zdjęcia,
zamieszczone na tym
blogu są wyłącznie
moją własnością
(jeśli nie- wyraźnie to zaznaczam)
Kopiowanie,
wykorzystywanie,
rozpowszechnianie
i przetwarzanie
w jakikolwiek inny
sposób zdjęć,
tekstów bez mojej
zgody jest zabronione.