Blog > Komentarze do wpisu

pech..

...... Jesli jest coś co lubie bardziej od wszystkiego innego do zszamania to są to ruskie pierogi. moge jeśc kilogramami ew z niewielka przerwą na herbatkę:P

Skąd te wyznanie? :P z podziwu dla sytuacji

jedziemy z Magdą z Radomia. Głodne. Zmęczone. mówiłam, że głodne?

przy samych Jankach knajpa oferująca pychowe pierogi, udaje mi sie namówić siostrę na zatrzymanie się mimo groźby, że utkniemy w wielkich korkach w Warszawie. Wchodzimy. Przed nami ze 4 osoby. Zamawiają. My zamawiamy. Czekamy

najpierw ktoś tam dostaje coś tam. Potem Magda flaczki, wszyscy dostają wszystko po ok 15 minutach. Madzia kończy jeść. Czy powiedziałam, że wszyscy dostali? Nie. Ja nie dostałam. zaczynam się wiercić, niecierpliwić, denerwować. Kiedy w moich oczach zaczyna gościć chęć mordu, Magda delikatnie pyta kelnerkę czy długo jeszcze te pierogi. od chwili zamówienia minęło juz ponad 30 minut. Pani ze strachem w oczach ogląda się na kucharkę. Widzę ich porozumiewawcze spojżenia. Jednej drga powieka:P

moja chęć wrzasku osiąga dośc wysoki pułap. Pani bardzo przeprasza, ale karteczka jej sie zapodziała i nie zrobiły jeszcze.  (w tym momentcie chyba puszczałam parę nosem jak byk na bajkach:) )

ok. uspokajam sie widze jak leci szybko wstawić. czekamy kolejne 10 minut. Zaczynam się denerwować zaraz korki nas zatrzymaja na kolejne 2 godziny w Warszawie. Mówie juz całkiem spokojnie do Pani kelnerki czy by mogłaby zapakować bo nie mam czasu już tam siedziec i jesć. Niechętnie się zgadza. szuka pojemnika, znajduje...

w akcie desperacji rozglądam się czy będę miała czym pierogi w samochodzie skonsumować. W knajpie noże i widelce metalowe, plastików nie maja bo na wynos nie dają. Ponownie zwrazam się o pomoc do kelnerki. Ma tylko nóż plastikowy. Biorę co dają i znikam. !0 minut później w samochodzie dobieram się do pierogów. Otwieram zatłuszczony plastikowy pojemnik, walczę żeby nie paćkać wszystkiego. Udaje mi się. nabijam pieroga na nóż...

wgryzam sie z lubością......

 

 

a to pieróg z mięsem.

 

 

 

 

piątek, 18 lutego 2011, lawender-flower

Polecane wpisy

  • jestem w domu

    udało nam się wrócić po wielu wielu próbach nadszarpnięcia naszej cierpliwości. Jestem w domu i chwilowo nie myślę o żadnym wyjezdzie. Znów nie mam netu, więc n

  • ...

    Utknełysmy tu na dobre

  • dalsze wieści

    Nie muszę chyba mówić, że nie najlepsze? Chyba utknełyśmy w Tarnobrzegu na dobre;( Samochód mimo interwencji mechanika, elektryka i paru innych fachowców na raz

Komentarze
malgorzata-p17
2011/02/18 08:46:25
ha-ciekawa opowieść;0;0 moja rodzinka z córką na czele uwielbia ruskie - zapraszam na domowe;na pewno będą ruskie
-
kasmatka
2011/02/18 13:13:37
hahah jesteś niesamowita!
Do ostatniego momentu nie wiedziałam co się stanie hihi. A ile scenariuszy w głowie się układało ;)
Potrafisz trzymać w napięciu!:)
PS. Też lubię ruskie!

Pozdrawiam!
Wszystkie prace,
zdjęcia,
zamieszczone na tym
blogu są wyłącznie
moją własnością
(jeśli nie- wyraźnie to zaznaczam)
Kopiowanie,
wykorzystywanie,
rozpowszechnianie
i przetwarzanie
w jakikolwiek inny
sposób zdjęć,
tekstów bez mojej
zgody jest zabronione.